Archive for the ‘Portale’ Category

Instagram i hipsterzy

Jest już Facebook i Twitter, dwa najpopularniejsze portale społecznościowe na świecie. Jest tez YouTube i był MySpace. Ale podupadł. Facebook i Twitter też szukają wsparcie. Trzeba się bowiem utrzymać. Mają od niedawna nowe narzędzie. A napędzają je hipsterzy i inni użytkownicy produktów Apple. Chodzi o stronę i prowadzenie instagrama.

To program do robienia i przesyłania zdjęć za pomocą telefonów wyposażonych w systemy Android i iOS. Rok temu kupił go Facebook, i dostosował do swoich wymagań. Zablokował też możliwość publikowania informacji na Twitterze? Bo to przecież konkurencja.

Co powoduje tak duże zainteresowanie tym programem? Ludzie uwielbiają robić zdjęcia. Instagram ma specjalne oprogramowanie, które sczytuje zdjęcia z telefonu czy komputera, wrzuca je do serwisu? oraz umożliwia jego obróbkę. Są tam specjalne filtry, które umożliwiają im obróbkę tych plików. Dzięki nim można zdjęcie postarzyć, sprawić, że wygląda jak to z polaroidu, zmienić barwy, rozmiary postaci, zniekształcić światło, przerobić na sepię lub czerń i biel.

Memy

Czym jest mem? Z naukowego punktu widzenia jest jednostką rozwoju kulturowego. Jednostką ewolucji. Czymś, jakimś takim stałym punktem, oczywistym odniesieniem. Ono zaś pozwala na duplikację, powielanie, replikację? I niemal każdy proces. To bezustanny rozwój.

W prostszym rozumieniu, tym popularnym i nieco mienionym, na potrzeby popkultury, mem jest śmiesznym obrazkiem, grafika, animacją, która staje się kultowa (albo i nie, ale wiadomo, o co chodzi, gdy na nią spoglądamy). Przykładami mogą być Nyan Cat, pokemony, twory z serwisu Demland czy słynny Człowiek Sku?.el. To też piosenki, melodie?

Mem rozprzestrzenia się w sieci poprzez powielenie informacji. Kiedy my cos znajdujemy, przesyłamy dalej. I tak się to kręci, a znaleziony element staje się memem. Zjawisko interesujące, ze wszech miar godne uwagi ? prowadzone są już działania nad memami internetowymi, ale i niebezpieczne. Odrywa nas trochę od rzeczywistości. Ale takie działania na memach, mogą sprzyjać promocji produktu. Bo w lokowaniu produktów też trzeba być dobrym.

Demotywatory

Kiedy szukamy chwili rozrywki, a nie możemy się urwać z domu lub z pracy na dłużej niż kilka minut? To wiele propozycji oferuje nam Internet. Mamy serwis YouTube, możemy czytać serwisy informacyjne, oglądać filmy na Zalukaj.pl lub oglądać portale takie jak Demotywatory czy Kwejk.

To tania strona www, na których użytkownicy zamieszczają specjalne obrazki z komentarzami (alb bez komentarzy), filmiki i animacje. Mają on na celu rozbawić nas lub zmusić do zastanowienia nad tym, co właśnie oglądamy.

Są niezwykle popularne. Codziennie odwiedza je setki tysięcy użytkowników i gości. Te najpopularniejsze rejestrują nawet miliony wejść. To daje im możliwość wrzucania płatnych reklam, obejmowania swym patronatem. Wszak oglądają to miliony! To więcej niż telewizja. Nawet kanały tematyczne. To szczyt marketingowych umiejętności w Internecie. I przyszłość. Jeśli kogoś na to stać, ma gwarantowane to, że na pewno setki tysięcy ludzi dowiedzą się o tym, że taka firma istnieje. Klienci przyjdą z czasem, bo poczta pantoflowa sięga daleko.

Pracodawcy i Facebook

Jako, że Facebook stał się bardzo ważnym elementem naszego życia, a miliony ludzi korzystają z niego kilka razy dziennie (w Polsce też), to zaczynają się nim interesować również właściciele firm tych ludzi zatrudniających.

Zdarza się, że firma sprawdza na Facebooku kandydata do pracy. Obserwuje, co i kiedy pisze, co lubi, jak się wyraża? Podobnie jest, kiedy ten, jest już zatrudniony. Monitorują go, informacje odnotowuję. Czasem też namawiają (lub zmuszają), do tego, by firmę na Facebooku polubił, promował i starał się zachwalać. Proszą też o to, by ich firmę wrzucić w coś na kształt wirtualnego CV, jakie tworzyć można na portalu Facebook.

Mobilna strona www – czy to dobre? Raczej nie, bo przecież dajemy im możliwość inwigilowania nas. Kiedy znamy się z szefem, a obsługa kont na Facebooku należy do naszych obowiązków, to wówczas nie mamy na co narzekać. Chyba, że szef jest bardzo krytyczny wobec naszych działań. Ale i wtedy praca zdaje się być lekka o tyle, że nie ślęczy nad nami przez cały dzień.

Nie masz konta? Nie istniejesz!

Krąży od jakiegoś czasu opinia, że jeśli ktoś nie ma konta na Facebooku, to nie istnieje. W pewnym sensie oczywiście, bo to nie oznacza fizycznej destrukcji. Ale coś w tym jednak jest. Ten globalny portal społecznościowy ma ponad miliard użytkowników. To pokazuje, że znaleźć tam można właściwie co siódmą osobę na Ziemi. Niesamowite i przerażające.

Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, tam się spotykamy, zaczepiamy znajomych i z nimi dyskutujemy, a coraz rzadziej widzimy się w tak zwanym ?realu?. I choć ludzie dalej spotykają się osobiście, a teatrach, kinach, pubach i restauracjach, to, jeśli ktoś konta nie ma, ciężko jest mu utrzymać kontakt z resztą. Zwłaszcza, jeśli gdzieś wyjedzie. Idzie więc w odstawkę.

To bardzo istotny problem, ponieważ stosunki międzyludzkie stają się mniej głębokie, mniej wyraźne, co skutkuje ich nietrwałością. Dziś dominuje przelotność kontaktu. Mamy po ponad 500 znajomych, ale realny kontakt utrzymujemy z kilkudziesięcioma. Ciekawe, czy za kilka lat ograniczymy się jeszcze bardziej.

Protesty na Facebooku

Internet jest wszechmocy. Co raz tam trafi, zostaje na wieczność. Jeśli mamy odpowiednią wiedzę i narzędzia, no i mamy świadomość jak to wszystko wykorzystać, to możemy wiele na tym zyskać. Co jednak, gdy posuniemy się z daleko? Tak było w kilku przypadkach, kiedy internaucie odkryli, że są inwigilowani. Przykładem niech będzie głośna sprawa ACTA.

Miliony ludzi skrzyknęły się w sieci, by protestować. Miliony przed monitorami, setki tysięcy na ulicach całego świata. Internet ma być wolny! Zawsze był i będzie. A to, że portale zbierają dane, jest powszechnie wiadome. Byle tylko, nie były wykorzystywane przeciwko nieszkodliwym użytkownikom.

Komunikowali się właśnie za pomocą portalu Facebook. Zakładali tam grupy dyskusyjne, strony wspierające akcje, fora oraz zamieszczali ankiety, petycje oraz memy internetowe popierające ogólnoświatowy protest. Trzeba więc bardzo uważać, na to co się robi. Jeden niefortunny krok może na nas ciągnąć gniew setek tysięcy osób. A to coś, czego nikt nie ma ochoty posmakować.

Reklamy na YT ? zarobki

YouTube to nie tylko świetny kanał, w którym można znaleźć lub zamieścić masę ciekawych materiałów. Ba, często to właśnie od zawiera najlepsze nagrania, dostępny obecnie u nielicznych kolekcjonerów i w studiach filmowych. Ten serwis nie tylko wchłonie każdy możliwy materiał (byle tylko nie ukazywał realnej przemocy lub scen seksu), ale i umożliwi zarabianie na nim.

Reklamy, na które większość narzeka, a które zamieszczane są na filmach wyświetlanych przynajmniej kilka tysięcy razy w miesiącu, są często dodatkowym (lub jedynym) źródłem dochodu vlogerów i innych uczestników internetowego świata. Ponoć jeden z popularnych amerykańskich komików, na filmach, jakie zamieszczał w serwisie YouTube, w ciągu kilku miesięcy zarobił ponad trzysta tysięcy dolarów. Polacy też zarabiają? Nie aż tyle (bo i polski Złoty jest tańszy), ale wielu już może notować przychody rzędu kilkuset złotych miesięcznie. A to już coś, patrząc na nasza średnią krajową. A już na pewno patrząc na nasza najniższą krajową.

Reklamy na YT ? wada

Zaraz po Facebooku i Twitterze, najszybciej rozwijającym się oraz najpopularniejszym serwisem jest YouTube. W jego wnętrzu roi się od filmów? są ich miliony, jeśli nie miliardy? Utwory muzyczne, nagrania wideo z koncertów i wydarzeń, prezentacje, serwisy informacyjne, archiwalne programy, logi, na których promują się internauci i do tego cała masa głupich nagrań.

W nich ostatnimi czasy pojawiają się elementy wysoce niepożądane. Chodzi o reklamy. O ile większość użytkowników przyzwyczaiła się do tych, które są wyświetlane jako notki tekstowe na filmach, do ramek w dole ekranu oraz różnej długości spotów emitowanych tuż przed filmem, to irytuje ich praktyka, która pojawia się coraz częściej ? czyli reklamy wewnątrz filmów. To jak reklamy w Polsacie. Pojawiają się najmniej odpowiednim momencie, trwają długo i nie robią nic prócz irytowania widza.

Po co takie coś? Bo wtedy internauta zmuszony jest zobaczyć całą reklamę? a nie pięciosekundowy skrót. Jednak jest to zła praktyka. Wszystko jednak wskazuje, że ekspansja nie ustanie.

Spam na Facebooku

Facebook jest narzędziem niezwykle pożytecznym i? wciągającym. Artyści, celebryci, media, producenci modnych (i nie tylko) rzeczy ? są tam od dawna. Tak mogą się łatwo promować, tak szybko przekazują fanom informacje, tam mogą się z nimi łączyć szybciej niż za pośrednictwem maila. A jak jest ich dużo ? stają się sławni jeszcze bardziej. Dziś bowiem liczy się, kto ilu ma znajomych czy fanów.

Facebook jest niezastąpiony jako kanał informacyjny. Szybki, sprawny, nie potrzeba nawet komputera, by się z nim połączyć. Wystarczy odpowiedni telefon, tablet lub czytnik e-booków z technologią 3G.

Ale po chwilowej euforii? okazuje się, że tak przydatny kanał, dla osób, które używają go tylko do komunikacji oraz promocji produktu, ze względu na rosnącą stale liczbę fanów i znajomych, staje się utrapieniem. Powodem jest bezustanny potok informacji. Często niepożądanych. Nosi to nazwę ?spam? i jest tym, czego większość ludzi nie cierpi. Jest na mailu, a powoli opanowuje tez to cudowne odkrycie, jakim jest Facebook.

Nasza Klasa

Nasza-Klasa.pl była, jeśli mnie pamięć nie myli, projektem wspieranym przez AIP, czyli Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości. Choć miała być, w założeniu, narzędziem dla kilku osób, serwisem zrzeszającym kilku znajomych ze szkoły, może kilka klas? szybko zdobyła dużą popularność. Bo kto by nie chciał odnaleźć dawnych kumpli, znajomych ze szkoły?

Okazała się sukcesem. Zebrała w jednym miejscu tysiące, jeśli nie dziesiątki czy setki tysięcy ludzi. Pomogła odnaleźć dawno zapomnianych znajomych, członków rodziny i? podtrzymanie oraz odnowienie kontaktu. Bo przecież telefony drogie, a pisać nam można za darmo.

Tak więc nasza Klasa, była wielkim boomem. Jej pojawienie się jest o tyle ciekawym zjawiskiem, że zainteresowało starsze pokolenia. Nie tylko urodzonych po 1989. Większość jej użytkowników to obecnie osoby pomiędzy 30, a 50 rokiem życia. Im jest ona najbardziej potrzebna, chociaż i oni powoli przestawiają się na Facebooka. Bo jest szybszy, ma prostszy interfejs i przy okazji mogą monitorować potomstwo.